*Tydzień później*
Co stało się do tego czasu? W sumie to nic. Jedynie co to Emily rozstała się z Adamem bo ten ją zdradził. Wybaczyliśmy jej ale nie jest tak jak było kiedyś. Lou jest z El już oficjalnie. Wszystkie zżyłyśmy się ze sobą. Dzisiaj jest impreza z wielu okazji. Naszego pogodzenia z Em. Związku Lou i El oraz niestety końca wakacji. Za 2 tygodnie jest rozpoczęcie roku szkolnego. Co do trasy nie wiadomo kiedy będzie kontynuowana. Wstałam dość wcześnie. Na zegarku była 7:50. Z przyzwyczajenia patrzę na drugą stronę łóżka z nadzieją że Hazz już nie śpi. Nie mogą się przyzwyczaić że mamy oddzielne pokoje. Poszłam do łazienki i wykonałam podstawowe czynności. Ubrałam się : http://stylistki.pl/na-lato-259092/
i uczesałam. Lekko pomalowałam po czym zeszłam na dół. Chłopcy siedzieli w kuchni i czekali na śniadanie, które miałam zrobić oczywiście nie kto inny jak ja. Przywitałam się z nimi i usiadłam obok Hazzy. Wszystkie pary oczu skierowane były w moją stronę.
-Coś nie tam? - spytałam podnosząc wzrok znad gazety którą właśnie przeglądałam.
-Nie nic nic... - odpowiedział Lou.
-No jak to nic! A śniadanie? - wtrącił oburzony Nialler.
-A Bozia rączek nie dała? - zapytałam w żartach. -Nie no żartuję co chcecie?
-Kocham Cię! To ja poproszę grzanki z dżemem i sok pomarańczowy. - odpowiedział Niall a reszta poszła za jego propozycją. Poszłam przygotowywać śniadanie. Po 20 minutach każdy miał już swoją porcję i ze smakiem zajadał.
-To było pyszne! - powiedzieli prawie na raz chłopcy łapiąc się za brzuchy. Po ich słowach wszyscy wybuchnęliśmy śmiechem. Po odpoczynku pozmywaliśmy naczynia i rozsiedliśmy się przed telewizorem.
-Ale to nudnee... - powiedział Zayn. -Przełącz to, Lou. - dodał po chwili i położył głowę na poduszce.
-Ale nie ma nic ciekawego...
-To może w końcu zaczniemy organizować imprezę. Jest już po 10 a my nawet jedzenia nie mamy... - oznajmiłam.
-A właśnie! Bo to już dzisiaj! To w takim razie podnosimy swoje zacne cztery litery i organizujemy. - wydarł się Li i wyłączył telewizor. Ja z Hazzą mieliśmy zająć się zakupami. Li z Lou gośćmi. Zayn z Niallem muzyką i ozdobą domu. Po chwili każdy zajmował się już swoją działką. Ja z Hazzą poszłam do Tesco. Szliśmy na piechotę, ponieważ była bardzo ładna pogoda. Po drodze spotkaliśmy parę fanek. Nie wszystkie były za naszym związkiem. Większość mnie obrażała ale były również takie które stawały w mojej obronie. Bo kolejnym przykrym słowie w moją stronę starałam się nie patrzeć na Hazzę i udawałam że "podziwiam" widoki. Oczy miałam całe zaszklone. Hazz zatrzymał się. Myślałam że jesteśmy już na miejscu więc spojrzałam się w jego stronie. Po odwróceniu się staliśmy twarz w twarz. Po moim policzku spłynęła jedna łza.
-Ej kotek.. nie przejmuj się.. - powiedział ocierając łez z mojego policzka.
-Łatwo mówić...
-Skarbie... to nie są fanki tylko psychofanki nie przejmuj się nimi.
-No właśnie. To do czego one są zdolne?
-Będzie dobrze zobaczysz. - powiedział i mnie przytulił. Po chwili otarł znowu moje łzy i pocałował. Następnie ruszyliśmy w stronę sklepu. Po 10 minutach byliśmy na miejscu. Wzięliśmy wózek i weszlismy w głąb pomieszczenia. Po godzinie mieliśmy już wszystko czego potrzebowaliśmy. Po tym jak zapłaciliśmy udaliśmy się z powrotem. Wchodząc do domu Hazz cofał się aby zobaczyć czy na pewno weszliśmy do odpowiedniego domu. W środku było przepięknie. W kacie rozstawiony był sprzęt cały salon był ozdobiony w balony i serpentyny.
-Noo chłopcy nie powiem. Postaraliście się. - powiedziałam zanosząc zakupy do kuchni.
-Wiemy! - odpowiedzieli uśmiechnięci od ucha do ucha.
-A kto przychodzi? - następne pytanie skierowałam do Lou.
-Dziewczyny, Lou, El, Dan, Pezz.
-Aha. Ale miała być impreza.
-No tak. Ale postanowiliśmy zrobić imprezę taką w naszym towarzystwie.
-No okej.
-A i jeszcze chłopcy z bandu. - wtrącił Li.
-No okej. Która godzina?
-15.45
-Już!? Przecież niedawno była 12! A o której impreza?
-O 19. - odpowiedział Zayn.
-A okej. To ja idę się szykować. - powiedziałam i poszłam na górę. Udałam się do łazienki i wykąpałam się.
Włosy pofalowałam i zostawiłam rozpuszczone. Założyłam koronkową bieliznę i wyszłam do pokoju po strój, którego oczywiście zapomniałam wziąć. Na łóżku siedział Hazz. Jak mnie zobaczył podniósł się troszkę i łapiąc za nadgarstek pociągną do siebie tak że siedziałam mu na kolanach.
-A ty kotek, masz zamiar iść tak na imprezę? - powiedział i puścił mi zalotny uśmieszek.
-Oczywiście że nie! - walnęłam go lekko w ramię.
-Ale wiesz mi to tam pasuje. - oznajmił i wbił się w moje usta.Nawet nie zorientowałam się kiedy leżałam na łóżku a on na mnie.
-Eejej. Koniec! Muszę się ubrać. - powiedziałam próbując wydostać się spod Hazzy.
-Akurat teraz? - zasmucił się.
-Tak akurat teraz. - pocałowałam go ostatni raz i podeszłam do szafy. Harry opierał się na jednym łokciu leżąc i cały czas mi się przyglądał.
-A panicz już gotowy?
-Tak.
-Niech ci będzie. - udałam się do łazienki. Ubrałam się i wyszłam z powrotem do chłopaka. Stał on przy biurku i oglądał zdjęcia powieszone na ścianie. Kiedy mnie zobaczył podszedł do mnie i położył ręce na biodra.
-Pięknie wyglądasz.
-Dziękuję - pocałowałam go i trzymając się za ręce zeszliśmy na dół.
-W czymś pomóc? - zapytałam wchodząc do kuchni.
-No jak możesz to przygotuj jakieś przekąski. - oznajmił Lou i wraz z resztą wyszli do salonu. Zostałam tylko ja i Harry.
-Okej. To ci pomogę.
-Spoko. - powiedziała i zaczęłam wyciągać różne rzeczy z szafek. Przy wspólnym gotowaniu świetnie się bawiliśmy. Kiedy rozstawialiśmy jedzenie rozległ się dzwonek do drzwi. Poszłam otworzyć. W drzwiach stały Hanna,Em i Spens. Przywitałam się z nimi i wpuściłam do środka. Powróciłam do wcześniej wykonywanej czynności a dziewczyny poszły do chłopców. Em unika Lou albo na odwrót. Po krótkim czasie przyszły dziewczyny. Zapoznałam ich z pozostałą 4 i poszły do swoich chłopów. Po 19 impreza już trwała. Wszyscy zaproszeni już się zjawili. Impreza z minuty na minutę się rozkręcała. Przyszło znacznie więcej ludzi niż mówił Lou. Po 3 godzinach każdy był już nieźle wstawiony. Poszłam na górę do łazienki trochę odpocząć. Ręce oparłam na blacie i stałam.
-A panienka co tu robi? - usłyszałam głos za sobą i ręce na moich biodrach.
-Przyszłam "odpocząć" a ty teraz będziesz ze mną nawet do łazienki chodził? - powiedziałam odwracając się do chłopaka.
-Yhy.. - odpowiedział i namiętnie pocałował. Podniósł do góry i zaniósł do sypialni, nie przestając całować. Delikatnie położył na łóżku a pocałunkami zszedł na szyję. Nie byłam tak bardzo pijana. Ja w ogóle nie byłam pijana. Wiedziałam co się dzieje.Loczek odsunął się od mojej szyi i znów wbił się w moje usta. Nasze języki poczęły wykonywać dziki taniec. Chwilę potem Męczył się z zapięciem od sukienki.
-Hahah, powodzenia. - powiedziałam i spojrzałam mu w oczy.
-Myślisz że nie dam sobie rady to patrz. - powiedziawszy to rozsuną zamek. Gdy już rozpiął podniósł mnie do góry aby ją zdjąć. Po chwili leżała ona już na podłodze. Nie chcąc pozostać mu dłużna wyciągnęłam końcówki jego koszuli ze spodni, która również leżała na podłodze. Następnie Hazz zaczął swoim palcem jeździć po moim ciele, a z kolei językiem wirować po moim dekolcie.
Chcąc przejąć inicjatywę zjechałam palcem po jego torsie w stronę zapięcia spodni, które po chwili leżały również na podłodze. Loczek ponownie wbił się w moje usta jednocześnie odpinając mój stanik. Po chwili moje piersi stały się wolne.
Wykorzystując ten fakt brunet zaczął ssać sutki przez co stały się stwardniałe. Wydobywałam z siebie cichy jęk. Już chciałam się dobrać do jego bokserek, ale niestety mnie wyprzedził. Najpierw od stopy do bioder wędrował swoim palcem, a następnie począł pocierać lekko moją łechtaczkę przez majtki. Było mi bardzo przyjemnie. Po moim ciele przeszły przyjemnie dreszcze. Chwile potem moje koronkowe majteczki leżały już na podłodze a ja byłam całkiem naga.Nie chcąc pozostać dłużna dobrałam się do jego bokserek, które również leżały po chwili na podłodze.
Teraz to Hazz przeją inicjatywę i swoim językiem zaczął pieścić moja muszelkę. Wtedy nie mogąc się powstrzymać zaczęłam cicho pojękiwać. Kiedy przyszła kolej na mnie chwyciłam jego 'przyjaciela' w dłonie i zaczęłam lekko ssać, co sprawiało chłopakowi przyjemność. Następnie Hazz jedną rękę trzymał pod moimi biodrami a dwa palce od drugiej ręki wsadził w moją łechtaczkę i zaczął nimi poruszać, nie przestając mnie całować. Po chwili spojrzał na mnie porozumiewawczo na co ja kiwnęłam głową na 'tak' a chłopak chwycił moje biodra i zaczął we mnie wchodzić. Nie mogę powiedzieć że nie odczuwałam bólu ale także przyjemność, bardzo wielką przyjemność. Kiedy już w miarę się przyzwyczaiłam chłopak przyspieszył ruchy,przez co oboje zaczęliśmy głośno sapać. W końcu nadszedł kulminacyjny moment i oboje doszliśmy. Hazz położył się obok mnie.
-Kocham Cię,pamiętaj. - szepną kiedy nasze oddechy powoli się wyrównywały.
-Ja ciebie też. - musnęłam jego usta i położyłam się na jego ciele. Spełniona udałam się w krainę Morfeusza z ukochaną osobą u boku...
-------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Hej! <3
I jak! :D
Jest ten moment na który bardzoo długo czekaliście :D
Nie umiem za bardzo pisać takich rzeczy wiec wzorowałam się na innych opowiadaniach :D
Dziękuję za 1200 wyświetleń! <3
I przepraszam że tak długo nic nie dodaje. W sobotę cały dzień pomagałam w przygotowywaniu urodzin dla mojego brata, po czym poszłam do siostry oglądać Horrory :3
A w niedzielę było przyjęcie w końcu skończył 18 lat <33
Rozdział chyba najdłuższy jak do tej pory ale to dlatego bo chcę wam wynagrodzić moją nieobecność :D
Pozdrawiam xx
Kocham <333

Hej ! <3
OdpowiedzUsuńOmomom !!! Awwww <3 .. Jaram się ! Zajebisty rozdział !!! Oby więcej takich ! <3
Pozdrawiam <3
Ola xxx
Dzięki :* xx
UsuńHeej kochana <3 .
OdpowiedzUsuńMrrr , Awww .!! Normalnie na taki rozdział czekałam xp Zajebistyy :*
Czekam, na kolejnee .
Pozdroo <3 xxx