*Rano*
Obudziłaś się, chociaż miałaś nadzieję, że to był tylko sen. Że nie wyjeżdżasz do Londynu, że nie rozstajesz się ze swoimi przyjaciółmi, którzy są dla Ciebie wszystkim. Jest jeszcze jedna ważna osoba w twoim życiu - mianowicie Twój chłopak - Adam. Kochasz go bardzo i nie wyobrażasz sobie że musisz się z nim rozstać. W sumie obiecał Ci że będziecie ze sobą rozmawiać, pisać i gadać na Skype, ale i tak wiedziałaś że związek na odległość nie ma sensu - zawsze Ci to powtarzał. A teraz musisz wyjechać do tego pieprzonego Londynu. A wszystko przez Twoich rodziców, którzy nie opiekowali się tobą i mieli Cie w głębokim poważaniu. Miałaś zamieszkać u swojego kuzyna - Liam'a. Chyba jest to jedyne pocieszenie ponieważ bardzo dobrze się dogadujecie a czasami nawet traktuje cię jak swoją młodszą siostrzyczkę. No i w końcu poznasz resztę zespołu - One Direction. Wstałaś niechętnie i poszłaś do łazienki. Tam wykonałaś podstawowe czynności i ubrałaś się w krótkie spodenki, bokserkę i vansy. Włosy spięłaś w luźnego koka i lekko pomalowałaś rzęsy. Znosząc walizkę zeszłaś na dół. W kuchni siedzieli twoi rodzicie.
-Witaj córeczko. - powiedziała Twoja mama i podeszła do ciebie próbując pocałować Cie na przywitanie w policzek. Odepchnęłaś ją i zaczęłaś przygotowywać sobie śniadanie.
-Kochanie to nie nasza wina że tak wyszło. - powiedział łagodnie Twój tata.
-Nie kurwa! Nigdy nie jest wasza wina! Zawsze moja albo ludzi z mojego otoczenia! - powiedziałaś i rzuciłaś chlebem który akurat smarowałaś masłem. Twoi rodzice nic nie odpowiedzieli tylko patrzyli się na ciebie. Po skończonym śniadaniu przyjechał po Ciebie Adam i twoje przyjaciółki - Ola i Dominika. Pożegnałaś się z rodzicami i pojechałaś na lotnisko. Na miejscu byliście po 30 minutach. Pożegnanie trwało bardzo długo. Obiecywaliście sobie to co ty obiecałaś wcześniej Adamowi a on tobie. Ale czy tak będzie to się okaże. Poszłaś na odprawę. Wchodząc do samolotu odwróciłaś się po raz ostatni w stronę przyjaciół i chłopaka aby im pomachać. Weszłaś do samolotu i zapięłaś pasy. Wyjęłaś telefon i zaczęłaś słuchać muzyki. Jesteś Directioner. Kochasz ten zespół nie dlatego że Li to twój kuzyn, ale dlatego że macie ze sobą dużo wspólnego. To oni zmienili twoje życie. To dzięki nim nie martwiłaś się szarą rzeczywistością. To dzięki nim nie zauważałaś że od rana do wieczora jesteś sama. Jednym słowem dzięki nim stałaś się inną osobą a twoje życie bardzo się zmieniło. Właśnie słuchałaś Little Things. Zawsze płaczesz przy tej piosence. Tak było i tym razem.
-Stało się coś? - usłyszałaś głos starszej pani która nawet nie wiedziałaś kiedy usiadła obok ciebie.
-Nie nie wszystko jest dobrze. - powiedziałaś i się uśmiechnęłaś. Staruszka odpowiedziała tym samym. Wystartowaliście. Oparłaś głowę o okno i nie wiedząc kiedy zasnęłaś...
*3 godziny później*
-Kochana wstajemy. - usłyszałaś dokładnie ten sam głoś. Przeciągnęłaś się leniwie i wstałaś z fotelu po czym opuściłaś samolot. Na lotnisku czekał już Li i dwójka innych chłopców. Był to Harry i Niall. Podeszłaś do brata i się z nim przywitałaś a z chłopcami "zapoznałaś". Było trochę dziwnie jak zaczęli się przedstawiać bo ty wiesz o nich wszystko. Po chwili wsiedliście do samochodu i pojechaliście do domu chłopców no i już również twojego. Była to ogromna willa z przepięknym i zadbanym ogrodem.
-Mogę się założyć że macie ogrodnika. - powiedziałaś wyjmując walizki.
-My. Nie.. Sami dbamy o ogród.
-Yhy... jasne. Uwierz mi wiem o was więcej niż ci się wydaje - pokazałaś język Hazzie.
-Oj tam oj tam. Trochę dziwnie by wyglądał ogród jak my byśmy o niego dbali. Daj wezmę to. - powiedział i zabrał ci walizkę.
-Dzięki. On by w ogóle nie wyglądał! - powiedziałaś ze śmiechem i weszliście do środka. "Zapoznałaś się" z resztą boysbandu a Li zaprowadził Cię do twojego pokoju. Był on przepiękny jak i reszta domu. Podziękowałaś i zaczęłaś się rozpakowywać. Rozpakowanie wszystkich rzeczy zajęło Ci prawie 3 godziny. Zeszłaś na dół aby się czegoś napić i coś zjeść. Chłopcy siedzieli w kuchni i coś oglądali. Poszłaś do kuchni, przygotowałaś sobie jedzenie i dołączyłaś do chłopców. Siedzieliście w ciszy. Jak skończyłaś odstawiłaś talerzyk na ławę.
-Co to za film? - zapytałaś przerywając ciszę.
-Dobre pytanie. - odpowiedzieli chłopcy na co wszyscy wybuchnęli śmiechem. Siedzieliście tak z 2 godziny gadając o głupotach i ciągle się śmiejąc.
-Dobra idę spać jestem strasznie zmęczona, paa. - powiedziałaś wchodząc na górę. Poszłaś do łazienki i wykąpałaś się po czym wskoczyłaś do łóżka i od razu zasnęłaś.
*W tym samym czasie oczami Harrego*
[t.i] to wspaniała dziewczyna. Uwielbiam jej uśmiech, jej śmiech, jej miny, jak się "obraża" a po chwili wybucha śmiechem. Uwielbiam ją całą. Może to dziwne bo znamy się nie cały dzień ale chyba coś do niej poczułem.
-Dobra ja idę spać. - powiedziałem i poszedłem do swojego pokoju. Udałem się do łazienki i wziąłem szybki prysznic. Dość szybko zasnąłem.
*Tydzień później*
Co stało się do tej pory? Bardzo się ze sobą zaprzyjaźniliśmy. Zaprzyjaźniłam się również z Dan, El i Pezz. Adam zerwał ze mną tłumacząc się ze to nie ma sensu. Dziewczyny mnie olewają jak można to tak nazwać. Nie odbierają, nie odpisują. Obietnice... Jasne... Poza tym chyba czuję coś do Harrego. Może to zwykłe zauroczenie ale nie jest mi obojętny. Dzisiejszy dzień zapowiadał się tak samo jak inne. Czyli albo spacerowanie po Londynie albo siedzenie przed TV. Umyłam się i ubrałam. Uczesałam, pomalowałam i zeszłam na dół. W kuchni siedział Lou i Harry. Przywitałam się i zaczęłam jeść śniadanie przygotowane przez Lou.
-A gdzie reszta?
-Poszli do Paula. Ja też już idę. Harry zostanie z tobą. - odpowiedział Lou.
-Okej. - uśmiechnęłam się i schowałam naczynia do zmywarki. Lou znikną za drzwiami.
-To co robimy? - zapytał mnie Harry.
-Hmm.. Jakieś filmy?
-No okej. Ale ja wybiorę.
-Dobra. I znając życie-horror!?
-No a jak. Mam tu coś. - powiedział wyjmując z szafki jakiś horror. Włączył go i usiedliśmy na kanapie oglądając. Po chwili wtuliłam się w Harrego na co ten mnie przytulił. Do końca filmy tak siedzieliśmy. Po skończonym seansie na zegarku była 17.35. Chłopców dalej nie było.
-Może pójdziemy na spacer? - zaproponowałam spoglądając na Harrego,
-No dobra to chodź. - powiedział po czym wyszliśmy. Szliśmy w ciszy. Zatrzymaliśmy się przy jednej z ławek w parku. Usiedliśmy i słuchaliśmy ludzi grających na skrzypcach. W pewnym momencie poczułam szturchnięcie. Odwróciłam się w stronę Harrego. Nasze twarze dzieliły milimetry aż w końcu mnie pocałował. Odwzajemniłam pocałunek.
-Zrobiłeś to specjalnie?- Zapytałam ze śmiechem.
-Ale co? - udawał jakby nie wiedział o co chodzi.
-Szturchnięcie. - pokazałam mu język.
-Niee.
-Nie wcale. - powiedziałam i ponownie pocałowałam chłopaka.
-Kocham Cię. - szepną mi do ucha na co ja się uśmiechnęłam.
-Ja Ciebie też. - Wstaliśmy i poszliśmy do domu trzymając się za ręce.
*dwa lata później*
Dalej jesteś z Harrym. Jesteście zaręczeni. Spodziewacie się dziecka. Wszyscy cieszą się z waszego szczęścia. Rodzice nie odzywają się do ciebie ani ty do nich. Wiedzą że jesteś w ciąży i że niedługo będziesz wychodziła za mąż. Jedyny sms od nich to "Gratulacje." I to wszystko.
*2 miesiące później*
To już dzisiaj. Dzisiaj jest twój i Harrego ślub. Bardzo się cieszycie. Wszystko dopięte na ostatni guzik. Od rana trwają przygotowania. Lou i El są waszymi świadkami. El pomaga tobie w przygotowaniu a Lou Hazzie. Ubrałaś piękną suknię. A Harry garnitur.
*....*
Pod kościołem mnóstwo paparazzi. Weszliście do środka i czekaliście na rozpoczęcie mszy. W końcu się zaczęło. W końcu nadszedł ten moment. Powiedzieliście sobie przysięgę małżeńską i pojechaliście zadowoleni do restauracji. Wszystko poszło tak jak należy. Ślub i przyjęcie było wspaniałe. Po 6 wróciliście do domu...
*....*
Wraz z Harrym tworzycie wspaniały związek. Jesteś w szpitalu i zaraz przyjdzie na świat wasz potomek. Harry cały czas jest przy tobie. Po 5 godzinach urodziłaś śliczną dziewczynkę. Nazywa się Darci. Wszyscy wam gratulowali. Byłaś najszczęśliwszą kobietą na świcie. Masz wspaniałego męża i córkę. Po 5 dniach wyszliście ze szpitala. Przyjechał po ciebie Hazz. Zamiast do domu pojechaliście nad jezioro. Usiedliście na trawie przytuleni. Po chwili jednak zaczęliście spacerować. Zatrzymaliście się na mostku i pocałowaliście. Hazz przytulił dziecko i Ciebie szepcząc Ci do ucha: "Na zawsze razem, obiecuję..."
-------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Pisałam go żeby dodać na stronkę na fb więc postanowiłam że tutaj też dodam :) .
Jutro dodam kolejną część opowiadania :P
Dzisiaj byłam na rolkach z przyjaciółką.. Jestem padnięta :D
Pozdrawiam xx
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz